piątek, 24 maja 2013

Część XVI - Upadek


*Kamila*

Obudził mnie zapach świeżej kawy oraz grzanek. Pierwszy raz od kilku dni byłam w miarę wypoczęta i nie czułam bólu w całym ciele. Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam mieszkanie Shinry. Z salonu, który służył też za kuchnie i jadalnie wchodziło się do większości pomieszczeń w tym do sali operacyjnej, w której mnie opatrywał. Powoli usiadłam na kanapie, czując powracający ból. Czułam się nieporównywalnie lepiej niż przez kilka ostatnich dni, ale nie aż tak żeby móc normalnie funkcjonować. Przy czteroosobowym stole kręcił się Shinra, stawiając na nim talerze.

- O, wstałaś już. Jak się czujesz?

Powiedział jak tylko mnie zobaczył.

- Nie najgorzej.

Miałam zwyczaj nie narzekania na mój stan, cokolwiek by się nie działo. Podeszłam do stołu i zajęłam przy nim miejsce. Na talerzu przede mną leżały grzanki a do szklanki Shinra nalał wodę. Sam miał do picia kawę.

- Jak tak właściwie twoja misja? Wcześniej nie powiedziałaś na czym miało to polegać. Jeżeli nie chcesz mówić, nie mów. Ale zastanawiam się co cię nakłoniło do pojechania tak daleko i zostawienia miasta.

- Można powiedzieć, że wybrałam mniejsze zło.

- Chodzi o tego Patricka?

- Można tak powiedzieć...

- On... kim on jest?

Spojrzałam na niego pytająco, zagryzając zęby na grzance.

-Długo myślałem nad tym co się stało przed wyjazdem. Czytałem też o tym i to co on zrobił tej dziewczynie nie mogło być żadnym rodzajem hipnozy. Znam ciebie wystarczająco długo by wierzyć w niezwykłe... zdolności ludzi. Może nie powinienem się w to wtrącać. Jeżeli uznasz, że tak będzie lepiej, zrozumiem.

-Nie sądzę, żeby było to problemem. I tak już się nie spotkamy. O ile zachowasz to dla siebie, możesz wiedzieć. Jednak możesz być zaskoczony. sama nie mogłam w to uwierzyć, ale...

-On jest wampirem?

Przerwałam śniadanie, nie mogąc uwierzyć w to co usłyszałam. Shinra może i mnie znał, ale nie sądziłam, że uwierzy w istnienie wampirów. W dodatku od razu zgadł, że Patrick nim był.

-Skąd wiesz?

-Właściwie zgadywałem. Po twoich odpowiedziach domyśliłem się, że nie jest kimś normalnym. W dodatku została jeszcze kwestia śladów ugryzienia.

-Zaraz... co?

Na sam dźwięk słów ,,ślad po ugryzieniu" ogarnął mnie gniew. Czułam jak zaczynam płonąć. O dziwo na Shinrze nie zrobiło to wrażenia. Spokojnie wziął łyk kawy.

-Kiedy cię opatrywałem zauważyłem, że masz ślad po ugryzieniu. Nie wiedziałaś?
Ten cholerny krwiopijca był już martwy. Gdybym miała okazje jeszcze go zobaczyć, byłabym ostatnim człowiekiem, którego by spotkał.

-Uspokój się, bo spalisz mi mieszkanie. Jak skończysz jeść odwiozę cię do domu. Postaraj się wymyślić wiarygodne kłamstwo jak rodzice zobaczą cie w takim stanie.

Co prawda od dawna miałam pomysł jak oszukać moich rodziców, ale bardziej martwiłam się, jak będę bronić miasta w takim stanie.
Gdy wróciłam do domu powiedziałam rodzinie, że miałam wypadek i potrącił mnie samochód. Dzięki temu, że byłam już u Shinry udało mi się ich przekonać, żeby nie zabrali mnie do szpitala. Rzuciłam się na łóżku, rozkoszując się chwilą odpoczynku. Przejrzałam moją książkę telefoniczną w telefonie. Musiałam coś zrobić, żeby całkowicie zapomnieć o wampirze. Był to etap, który musiałam całkowicie zamknąć. Przewinęłam nazwiska do litery "P". Imię wampira pokazało się na wyświetlaczu. Zamknęłam oczy, gdy naciskałam ,,usuń". Wiedziałam, że najwyższy czas bym powróciła do normalności. Przynajmniej mojej normalności.

*Patrick*

Cały swój czas skupiałem na zajęciach z czasów mojego dzieciństwa czyli rysowanie, pisanie i inne twórcze rzeczy... szkoda tylko, że teraz wykonuje je tylko dla siebie. Wypisałem się ze szkoły by Mroczna Gwiazda Nadziei nie musiała mnie już więcej oglądać, ale nie chciałem żyć jak bezrobotny, czułem nieodpartą chęć uczciwego zarabiania mimo iż wcale nie było mi to potrzebne. Złożyłem papiery do pobliskiej biblioteki miejskiej by tam objąć stanowisko bibliotekarza. Było to zaletą, bo miałem łatwy i darmowy dostęp do wszystkich książek a czytanie było moją pasją. Zająłem miejsce w moim fotelu przed nadal niedziałającym telewizorem, ale na całe szczęście radio działało. Nauczyłem się już obsługiwać telefon, radio... nad telewizorem jeszcze pracuję... Nagle przypomniałem sobie o naszej misji z Kamilą... jak mogłem o tym zapomnieć... GDZIE JEST ZASTĘPCZYNI?! Zerwałem się gwałtownie z miejsca by ruszyć w stronę piwnicy, gdy już tam dotarłem namalowałem pentagram na ziemi własną krwią i skupiłem swoje myśli próbując odnaleźć fałszywą bohaterkę. Ku mojemu zdziwieniu nic... pustka... nie mogłem jej znaleźć a to oznacza jedno... była martwa. Upadłem na kolana i łzy ciekły mi po oczach. Zacząłem mazać się jak małe dziecko, ostatni raz tak się czułem po utracie rodziny, bolało, że to przeze mnie umarła. Była niewinna a została wmieszana w to całe cholerstwo, którego powodem byłem JA. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Łkałem jeszcze jakieś dziesięć minut po czym wstałem i w mojej głowie pojawiło się pytanie "Kto to zrobił?!". Postawiłem sobie nowy cel: znaleźć, przesłuchać i zamordować winowajcę. Nie zwlekałem długo, zabrałem ze sobą Artemis i wyszedłem z domu w poszukiwaniu tropu, zbliżała się noc więc to ułatwi mi zadanie.
Szedłem szybkim tempem ubrany w czarny długi, aż po kostki płaszcz, ręce trzymając w kieszeni. To by wyjaśniało dlaczego ludzie mnie omijają z daleka. Byłem tak wściekły, że musiałem strasznie wyglądać. Nagle poczułem psychopatyczną euforię... znalazłem trop więc zacząłem biec, ale tak wolno by nie wzbudzać sensacji, gdy nagle wieżowiec stojący dwadzieścia metrów ode mnie zamienił się w tarczę dla czegoś co wyglądało jak wielka ognista kula ale nie zdążyłem się przyjrzeć bliżej gdy fala uderzeniowa cisnęła mnie w budynek stojący na drugiej stronie ulicy.

*Kamila*

Nareszcie miałam czas dla siebie, ale obowiązki bohatera były ważniejsze. Zaczęłam przeglądać internet w poszukiwaniu jakichś wiadomości. Dopóki był dzień, nie musiałam się martwić o psychopatyczne ataki w ciemnych zaułkach. Od razu zauważyłam sensacje, o której wrzały wszystkie media. Coś wielkiego uderzyło w budynek w środku miasta. Obawiałam się sporej ilości ofiar, więc oczywiście, że musiałam tam pójść. Poza tym praca odciągnęłaby moje myśli od mojej zastępczyni. Schowałam maskę i pelerynę. Kiedy sięgnęłam do skrytki w szafie, po mój miecz. Zauważyłam prezent, który dał mi Patrick na gwiazdkę. Kolejny problem, o którym wolałam zapomnieć. Schowałam miecz i ruszyłam na dół.

-Wychodzę.

Rzuciłam do rodziców, którzy siedzieli przed telewizorem.

-Co? Już idziesz? A może poopowiadasz nam nieco o swojej wycieczce?

-Nic ciekawego. Dużo zwiedzania, jedno czy dwa muzeum, sztywna atmosfera. Szkoci są strasznie drętwi. Przypominają armie żywych trupów, ale mają ładne pola. To ja lecę.

Nim zostałam zatrzymana wybiegłam z mieszkania. Musiałam się pośpieszyć, żeby było jak najmniej ofiar. Zdałam sobie sprawę, że powinnam załatwić sobie jakiś środek transportu. Nie mogłam stać i czekać na autobus, kiedy ludzie umierali. Po krótkim czasie dotarłam na miejsce. Budynek miał ogromną dziurę, jakby walną w niego meteoryt. Wokół nazbierał się ogromny tłum gapiów. Pobiegłam w miejsce, odosobnione od ludzi i założyłam maskę oraz pelerynę a także przypięłam miecz. Kiedy bez większych problemów przecisnęłam się przez tłum przede mną stanął ochroniarz.
-Przykro mi, nie ma przejścia.
Nie zdziwiłam mu się zbytnio. Od kiedy MGN stała się sławna miała wielu naśladowników. Pewnie myślał, że jestem jednym z nich. Spojrzałam mu w oczy, a wtedy otwory w mojej masce zapłonęły ogniem. Ochroniarz najpierw się przeraził, ale zaraz mnie puścił. Wyglądało to dziwnie. Budynek miał ogromną dziurę, a na ziemi był ślad jak po uderzeniu meteoru,  nie widziałam nic co mogłoby spowodować takie zniszczenia.
Kiedy zauważyłam dłoń wysuwającą się spod gruzów zaczęłam ostrożnie usuwać co większe kamienie. Musiałam uważać, żeby nie przysypać nieszczęśnika kolejnymi szczątkami budynku. Gdy odkopałam większość gruzu zobaczyłam człowieka. Był nieprzytomny a na plecach miał parę białych skrzydeł. Wyciągnęłam go całkowicie z zrujnowanego budynku i sprawdziłam puls. Oddychał. Niepokoiły mnie jego skrzydła, ale jego życie było w tej chwili ważniejsze. Na sobie miał tylko kawałek szarego materiału w dolnej partii ciała. Jakoś ciężko mi było uwierzyć, żeby przyszedł tutaj tak ubrany. Jego włosy były szare i na tyle długie, że mogły zakryć całą jego twarz, która miała delikatne rysy a na lewym oku widniała blizna. Rozważałam zawołanie pogotowia, ale zapewne zaczęliby zadawać męczące pytania.
Odwróciłam głowę, kiedy usłyszałam znajomy głos. Za moimi plecami zauważyłam Patricka.

*Patrick*

Dostrzegłem Kamilę, która stała obok kogoś poszkodowanego ale gdy przyjrzałem się mu bliżej wtedy osłupiałem. Podszedłem powoli kulejąc. Z mojego ubrania nie zostało wiele ale na tyle dużo bym zaoszczędził niepotrzebnych widoków.

- Ka... to znaczy Mroczna Gwiazdo Nadziei?!

- Jak cię tu wpuścili?

- Nie potrzebuję zaproszeń.

- Nie zauważyłeś ochrony?

- To coś prawie we mnie trafiło. A raczej ktoś.

Wskazałem drżącą ręką na postać czegoś co przypominało anioła a może nim było.

- Szkoda, że tylko prawie i... co ty mówisz?

- Kto to? Albo co to?

-Skąd mam wiedzieć? Leżał pod stertą gruzu to go wyciągnęłam. Może po prostu jakiś przebieraniec.

- Jakim cudem porusza skrzydłami skoro to przebieraniec?

Poszkodowany powoli wstawał jęcząc z bólu a po chwili spojrzał na nas. Czułem zbliżające się kłopoty...

- Nawet nie zauważyłam, że porusza skrzydłami...
- To patrz!

- O, żyjesz.

Anioł spojrzał na nas po czym przetarł oczy mając zapewne nadzieję, że to tylko przywidzenia jednak po chwili widać było, że zorientował się iż jest w błędzie. Zatrzepotał groźnie skrzydłami a jego ręka zaczęła iskrzyć po czym wycedził z trudem:

- Musicie umrzeć...

2 komentarze:

  1. Hej to znowu wcześniej komałam :D wgl jestem Madzia i uwielbiam Waszego bloga :3
    Kurczę no ! Wy na prawdę wspaniale piszecie ! :D Rozdział meeega zaciekawia sobą czytelnika !
    Widze po sobie ;P i wgl kolejna smutna scena jak wykasowała nr Patricka :cc prawie mi łza poleciała xD i miałam cały czas nadzieje że się jeszcze spotkają !!! miałam !! i yeeeeeeey dobrze myślałam xD Teraz tylko żeby razem znowu mieli jakąś wspaniałą pełną akcji wzruszającą i pełną grozy przygodę ! Teraz tylko sie zastanawiam nad tym aniołem... Cóż z tego wyniknie?

    OdpowiedzUsuń
  2. 56 yr old Analyst Programmer Xerxes Ertelt, hailing from Angus enjoys watching movies like Cold Turkey and Astronomy. Took a trip to Primeval Beech Forests of the Carpathians and drives a Alfa Romeo 6C 1750 Supercharged Gran Sport Spider. przeczytac, co powiedzial

    OdpowiedzUsuń