https://www.facebook.com/RyuketsuNoKibo
********************************************************
*Patrick*
Moje myśli nie skupiały się na tym, że to koniec klątwy
tylko na tym, że moje nędzne życie wróci do normy. Zastanawiałem się co będzie
z moją towarzyszką, wiedziałem, że po wyjściu z samolotu rozstaniemy się i
wątpię bym ją jeszcze ujrzał ale może to i lepiej? Może teraz będzie miała
lepsze życie? Mimo to cieszę się że ją poznałem i nie chciałbym znowu zostać
sam... Ale jeśli tak miałoby być lepiej... ale na pewno nie dla mnie.
Pomyślałem, że muszę wykorzystać jakoś resztki wspólnego czasu, zresztą co mi
szkodzi.
-Kamila... a tak właściwie to jak poznałaś tego tam Shinre?
-To dosyć długa historia.
-Mamy jeszcze sporo czasu nim dolecimy na miejsce
-Skoro chcesz.
-Zamieniam się w słuch
*Kamila*
-To było po jednej z moich pierwszych misji jako Mroczna
Gwiazda nadziei. Nie miałam jeszcze tego imienia, a po mieście krążyły dopiero
pierwsze plotki o tajemniczym bohaterze. Nie panowałam też tak dobrze nad moją
mocą i mieczem. Jakieś grupa nastolatków włóczyła się samotnie po mieście nocą.
Było ich chyba trzech. Zostali zaatakowani przez uliczny gang. Kiedy stanęłam w
ich obronie, trochę oberwałam. Kazałam tym chłopcom uciekać a ja podczas walki
zostałam postrzelona z pistoletu. Na szczęście miałam na tyle siły by
przepędzić ten gang. Ostatecznie uciekli. Chciałam ich gonić, ale ból w żebrach
był nie do zniesienia. Osunęłam się na ziemie, starając się złapać powietrze.
Wiedziałam, że nie mogę zadzwonić po karetkę. Wszystko mogłoby się wydać.
Błagałam, żeby to samo przeszło, ale niezbyt w to wierzyłam. Wtedy usłyszałam
nad sobą głos. ,,Hej, nic ci nie jest?" Spojrzałam w górę, na
czarnowłosego chłopaka, wyglądał na 25 lat i ubrany był w lekarski kitel. W
siatkach, które niósł widać było leki praz bandaże. ,,Nic mi nie jest"
odpowiedziałam mu. Wtedy przyklęknął przy mnie. Chwile przypatrywał się mojej
twarzy, a potem wyjął z siatki bandaż. ,,Zgaduję, że to ty jesteś tym bohaterem
o którym wszyscy mówią?" Pokiwałam głową w odpowiedzi. ,,Jestem pod
wrażeniem. Nie wyglądasz na kogoś, kto dałby radę udźwignąć takie brzemię. Jednak
rana postrzałowa to nie jest byle co, trzeba cię opatrzeć." Wiedziałam, że
ma racje, ale z przyzwyczajenia musiałam się upierać przy mojej wersji. ,,Nic
mi nie będzie. Przejdzie samo" Powtarzałam wtedy. Nie chciałam niczyjej
pomocy. Od zawsze radziłam sobie sama. ,,Słuchaj. Nie ważne czy jesteś
bohaterem, czy nie. Jeżeli coś ci się stanie a nie będzie kto miał ci pomóc, to
zginiesz. A wtedy w mieście znowu będą ginąć ludzie. Pozwolisz na to tylko ceną
twojej dumy?". Był niesamowity, przez krótką chwilę wiedział o mnie więcej
niż ludzie, których znałam lata. Ostatecznie się zgodziłam, żeby min pomógł.
Zaoferował nawet, że zostanie moim osobistym lekarzem. ,,Od teraz, zawsze jak
coś ci się stanie, zwracaj się do mnie. Jestem Shinra". Podczas jednej z
akcji zostałam zraniona w głowę. Musiałam wtedy zdjąć maskę, żeby mógł mi
pomóc. Od tamtej pory zna moje prawdziwe imię. Chociaż czasem dramatyzuje i
jest nieznośny wiem, że mogę na nim polegać.
Opowiadając Patrickowi tą historie melancholijnie opuściłam
głowę, uśmiechając się lekko. Shinra był pierwszą osobą, której zaufałam.
-Czyli jak wyjdziemy z samolotu udasz się do niego?
-Ktoś musi fachowo zająć się moimi ranami.
Nagle przeszedł mnie dreszcz, kiedy uświadomiłam sobie, co
oznacza pójście do Shinry.
-Jest bardzo sympatyczny.
Głos Patricka tylko w nieznacznej części do mnie docierał.
Po głowie krążyły mi moje własne myśli. I były one pełne narzędzi lekarskich i
krwi.
-A więc to tak umrę...
- Jak to?!
-Shinra zwykle jest spokojny i przyjazny, ale wkurza się kiedy
odwlekam pójście do lekarza. Jak zobaczy w jakim stanie są moje rany, i ile już
czasu je ignorowałam to na pewno się wścieknie. Walka z nekromantą to przy tym
nic.
- To bez sensu. On ma cię leczyć nie zabijać.
-Nie znasz go. Bardziej bezpiecznie by było gdybym
wykrwawiła się na śmierć.
Czułam jak zaczynam blednąć. Shinra naprawdę potrafił być
niebezpieczny.
- To co to za lekarz...
-Jedyny, który przy normalnych ranach mnie nie rani ani nie
pozbawia mocy. Ale tym razem na pewno mnie zabije.
- I to przeze mnie...
-Wyluzuj. Sama się na to pisałam.
Nie lubiłam jak Patrick zaczynał się użalać. Oskarżał się o
wszystkie złe rzeczy, które mnie spotkały. Zupełnie jakby całkowicie za mnie
odpowiadał a ja nie miałabym własnej woli.
- No niby racja.
Po dłuższej chwili ciszy w końcu się odezwałam.
-Właściwie to co dzisiaj mamy?
- Oto jest pytanie...
Wyjęłam telefon i sprawdziłam datę w kalendarzu.
-I?
-Mamy czwartek. Całe szczęście. Mam jeszcze jeden dzień na
pójcie do Shinry.
- Może nie będzie tak źle jak pójdę z tobą do niego?
-Nie trzeba. Myślę, że sobie poradzę.
- Więc zniknę tak szybko jak mnie poznałaś
-Tak chyba będzie najlepiej.
Odwróciłam twarz w stronę okna. Nie chciałam okazywać, że w
sumie przywykłam już do wampira. Może nawet trochę go polubiłam. Kiedy samolot
wylądował, wyszliśmy z niego. Patrick stanął przede mną wyciągając rękę w moją
stronę.
-Dziękuję za wszystko.
-Nie ma sprawy. Zwykle nie lubię kłamać, ale zrobię wyjątek.
Miło było cię poznać.
- Ja będę oryginalny i nie skłamię, mi również miło było
Ścisnęłam jego rękę na pożegnanie. Coś mnie ukłuło na myśl,
że już go nie spotkam.
-Na razie Patricku van Lavendern.
Odwrócił się do mnie plecami i wolnym krokiem odchodził
coraz dalej. Na koniec powiedział do mnie:
-Uważaj by twoja duma cię nie zgubiła...
Wtedy użył swojej wampirzej prędkości i zniknął z pola
widzenia... możliwe, że już na zawsze.
Odwróciłam się i również odeszłam. Zastanawiałam się, co
mają oznaczać jego słowa. Ruszyłam do domu Shinry. Wiedziałam, że nie mogę się
przywiązywać do ludzi. Byłam bohaterem, codziennie ktoś mnie opuszczał. Kiedy
dotarłam do domu Shinry przestałam myśleć o wampirze a zaczęłam o lekarzu,
który może mnie zabić. Wsiadłam do autobusu i ruszyłam w stronę jego domu. Ruch
dalej sprawiał mi ból, a ciężkie bagaże bynajmniej mi nie pomagały.
Zastanawiałam się, czy rzucenie się pod samochód nie byłoby mniej bolesne.
Kiedy w końcu dotarłam pod drzwi mojego lekarza, zaczęłam żałować, że przeżyłam
spotkanie z zombie. Niepewnie zapukałam do drzwi. *Zachowaj spokój, zachowaj
spokój... nie może wyczuć, że się boisz*
-Kto tam?
Rozległ się głos Shinry zza drzwi.
-To ja, Kamila.
Wtedy drzwi otworzyły się gwałtownie. Shinra, który się w
nich znalazł wyglądał na wesołego. Musiał mieć dobry dzień. Prawie było mi
szkoda, że zaraz mu go zniszczę.
-Kamila, wróciłaś! Nie uwierzysz, ale stęskniłem się za
tobą. Jak było? Musisz mi opowiedzieć dokładnie o co chodziło w całej tej
wyciecz....
Dopiero w tym momencie spojrzał na mnie i zobaczył w jakim
jestem stanie. Nagle wydał się znacznie większy niż jest na co dzień. Spojrzał
na mnie z góry a atmosfera wokół niego wydawała się palić, tak jak ja, gdy się
zdenerwuję.
-Co... ci... się... stało...?
Widziałem jak zaciska pięści irytacji. Byłam pewna, że
paznokciami zaraz przebije swoją skórę. Dzięki bogu, nie miał ze sobą piły
mechanicznej. W przeciwnym wypadku klatka schodowa zostałaby zabarwiona na
czerwono.
-Emm... widzisz... to była ciężka walka i...
-I nie mogłaś opatrzeć się chociaż odrobine lepiej niż
zrobienie z siebie mumii?
-Właściwie ja nawet nie poobwijałam się bandażami. Gdyby to
ode mnie zależało przyjechałabym tutaj bez żadnej opieki medycznej.
Uśmiechnęłam się, próbując ukryć przerażenie. Założę się, że
wyglądałam jak dziecko, próbujące się wywinąć od ochrzanu rodziców. Moja
taktyka, chociaż sprytna, tylko pogorszyła sytuacje.
*Błagam, niech nie ma na wierzchu ostrych narzędzi. Błagam,
niech nie ma na wierzchu ostrych narzędzi.*
Shinra zacisnął dłoń na mojej ręce ściskając ją gniewnie.
Potem pociągnął mnie do środka. Wolałam nie mówić, że jestem strasznie obolała
i z trudem chodzę. To tylko pogorszyłoby sytuacje. Pozostawiłam torbę w
przedpokoju i poszłam za Shinrą. Chwilę potem siedziałam na stole operacyjnym,
na którym zwykle opatrywał pacjentów.
-Chyba nie ma drugiego takiego idioty jak ty! Normalny
lekarz raz by cię nie zabił! Mogłabyś będąc w poważnym stanie pójść do
szpitala!
-Na przyszłość będę pamiętać, żeby wykrwawić się na śmierć,
gdzieś na ulicy...
Westchnął ciężko i ruszył do sąsiedniego pokoju. Modliłam
się, żeby nie poszedł po ostre narzędzie. Tym razem farta nie miałam. Wracając,
przyniósł apteczkę i nożyczki. Rozciął bandaż na moim brzuchu, głowie i rękach
odsłaniając spore rany. Nie odezwał się, ale to lepiej. Czułam, że jeżeli
otworzy usta to wybuchnie. Kiedy na nowo opatrywał moje rany, ja rozmyślałam,
jak go odciągnąć od morderczych myśli.
-Widzę, że moja zastępczyni się spisuje. Miasto dalej stoi.
Shinra, który obwiązywał bandażem moją ręke, opuścił głowę.
Jego chwilowe milczenie lekko mnie zaniepokoiło.
-Hej... co z nią?
Jego ręce zadrżały, Przerwał owijanie mojego ramienia i
zacisnął pięści na bandażu.
-Nie... nie żyje...
Serce zabiło mi mocniej a w głowie zaszumiało. Jak to nie
żyje?
-Została zraniona podczas jednej z misji, zaledwie wczoraj.
Starałem się jej pomóc, ale okazała się mniej wytrzymała niż myślałem.
Zadzwoniłem po karetkę, żeby szpital poinformował o tym jej rodzinę.
Nie... nie, nie, nie! Przecież... przecież to przeze mnie
objęła tą funkcję. Niby byłam między młotem a kowadłem, ale... i tak czułam się
winna. Przygryzłam wargę, żeby nie okazywać smutku. Wiedziałam, że Shinra
przecież też może czuć się winny. Jaki miało sens płakanie teraz nad jej losem?
Gdyby Patrick o tym wiedział na pewno by się załamał. Winę za jej śmierć
ponosiła cała nasza trójka, więc nie było sensu mówić, że to wszystko przeze
mnie. Patrick... miałam nadzieję, że się nie dowie o jej śmierci.
-W porządku?
Zapytał Shinra wznawiając opatrywanie moich ran. Pokiwałam
głową. Ze mną było wszystko w porządku. Bo niby czemu nie? Mi nic nie było.
Szlag... musiałam się powstrzymywać, żeby ukryć moje uczucia. Po opatrzeniu
moich ran i kilku badaniach Shinra Podał mi kilka butelek z lekami.
-Dalej nie wierzę, że tak się urządziłaś. Zastanawiam się
jakim cudem w ogóle chodziłaś.
Powiedział podając mi leki i szklankę z wodą. Na szczęście atmosfera
już trochę się rozluźniła.
-Duma utrzymywała mnie na nogach.
-Tak bardzo typowe dla ciebie. Kiedy masz wrócić do domu?
-Jutro.
-W porządku, możesz tu zostać na noc. Jutro cię odwiozę.
Nawet przez chwile nie wątpiłam, że to zaproponuje.
Zastanawiałam się tylko co powie moja rodzina, gdy zobaczy w jakim jestem
stanie. Jednak, o dziwo bardziej mnie zastanawiało, jak będzie wyglądać teraz
moje życie, bez tego wampira. Powrót do normalności prawie mnie zabolał...
*Patrick*
W dosyć krótkim czasie znalazłem się przed moim domem. Był w
takim samym stanie jak zawsze czyli jedna wielka rudera. Powinienem się
cieszyć, że to już koniec moich cierpień ale wcale nie czułęm się szczęśliwy.
Znowu wypełniła mnie stara dobrze znana pustka, znowu byłem sam. Po wejściu do
mojego królestwa zasiadłem na swym tronie (fotelu) i przez dłuższy czas
rozmyślałem nad tym co ze sobą zrobię. Dla nieśmiertelnego czas nie ma
znaczenia a wieczność jest przekleństwem. Może powinienem założyć rodzinę?
Zacząć podróżować po świecie? Miałem za dużo koncepcji jednakże ostatecznie
żadnej się nie podjąłem. Czas pokaże jak będzie wyglądać moje życie a teraz?
Zajmę się pisaniem książek, szkicowaniem, oglądaniem telewizji (o ile wreszcie
zamontują mi kablówkę) a może bardziej racjonalnie byłoby zapaść w kolejny
letarg? Skończyłem myśleć i zszedłem do pracowni kończyć moje dzieła i
oczekiwać na cud, który nada memu życi jakiś sens.
Cuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuudowneee ! Patryk wysłał mi tego bloga wcześniej ale jakoś takoś potem o nim zapomniałam... ale teraz znowu sie zabrałam i przez dzisiejszy dzień przeczytałam wszystkie rozdziały i mało mówiąc jestem w szoku :D Jakie emocje i wgl!! Super super super Wam to wyszło tylko błaaaaaaagam piszcie dalej i szybciej wstawiajcie bo ja sie doczekać nie mogę! Masakra jakie uczucia krążą w każdyn rozdziale, a jak się rozstali na lotnisku... Rany! Poryczałam się.. serio.! Mam nadzieje że jeszcze się spotkają i coś czuję że będą razem chociaż Kamila za nim nie przepada ale przyznała się że go lubi!! a to już coś :D Ale aż tak wredna nie musi być dla niego.. no ale cóż taką ma osobowość, więc się nie wtrącam. :3
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością na kolejny rozdział i pozdrawiam Was serdecznie i wiszę Wam przytulasa xD ; *
To na pewno zmotywuje do powstawania kolejnych części:D
OdpowiedzUsuń