-Musicie umrzeć...
Odruchowo wyciągnęłam miecz, kierując go w stronę anioła.
*Jest tu za dużo ludzi. Muszę coś zrobić, żeby odciągnąć
walkę jak najdalej od nich, inaczej komuś może stać się krzywda*
Patrick zaraz potem również sięgnął po swój oręż. Przybrał
postawę obronną i czekał. Anioł stał ze spuszczoną głową i lekko uniósł rękę.
Wokół niej powietrze zadrżało od bijącego gorąca. Wtem oślepił nas niesamowity
blask. Przez chwilę dostrzegałam dwumetrowe, śnieżnobiałe ostrze. Anioł bez
najmniejszego problemu trzymał broń w chudej ręce. Patrick zamarł bez ruchu.
Zamknęłam oczy, nie mogąc znieść oślepiającego blasku. Zaczęłam żałować, że nie
przeczytałam tej książki o aniołach. Może miałabym wtedy nikłą wiedzę, co się
teraz dzieje. Wiedziałam, że przez oślepiające światło nie uda mi się nic
zobaczyć, więc w razie starcia musiałam skupić się wyłącznie na słuchu.
Usłyszawszy świst metalu, wyciągnęłam miecz przed siebie. Po chwili zderzył się
on z innym ostrzem.
-Mag... wampir... wypełnia mnie ogromna odraza. - wyszeptał
anioł
-Konkretnie to szaman, nie mag.
Powiedziałam dalej trzymając miecz. Światło nie raziło mnie
już w oczy więc byłam w stanie widzieć. Patrick, znudzony najwidoczniej staniem
z boku zaatakował anioła Artemisem. Jednak jego przeciwnik uniknął ciosu
odchylając tylko głowę w tył. Zadał jednocześnie cios nogą wysyłając Patricka
kilkanaście metrów dalej, nie przestając napierać na mój miecz. Wiedziałam, że
bezsensowne rzucenie się na przeciwnika, w tym przypadku niewiele by dało.
Czekałam więc na atak anioła.
-Zanim was zabiję musicie znać imię swojego oprawcy. Niech
utkwi wam w głowie nim traficie do otchłani. Nazywam się Aniel, pochodzę z
chóru Potęg.
-Gdzieś to już słyszałam. Mówisz zupełnie jak pewien wampir.
Ale skoro chcesz poznać imię osoby, która ci pokona, możesz mi mówić Mroczna
Gwiazda Nadziei. Moje prawdziwe imię porzuciłam w chwili założenia tej maski,
więc niestety nie będzie ci dane go poznać.
-Bóg i tak je zna.
Mówiąc to Aniel naparł ostrzem tak jakby chciał zmiażdżyć
mnie swoją siłą. Ścisnęłam mocniej rękojeść miecza. Musiałam wytrzymać nacisk.
Gdybym spróbowała zrobić unik prawdopodobnie straciłabym co najmniej ramie.
Musiałam jakoś się wycofać. Gdybym odsunęła się na bezpieczną odległość,
mogłabym spokojnie go zaatakować z daleka. Nagle z ramienia anioła trysnęła
krew. Gdy zszokowany obejrzał się zauważył kosę wbitą w jego ciało.
-Dopiero się rozkręcam Świętoszku.-Burknął Patrick
Aniel cofnął ostrze by wykonać cios w stronę wampira. Wtedy
rozległ się krzyk Patricka.
-Teraz!
Zacisnęłam dłonie na rękojeści mojego miecza, unosząc go nad
głowę. Przesłałam przez niego ogień i wykonałam cięcie w pionie wprost na
anioła. Ściana ognia uderzyła wprost w niego.
*Patrick*
Gdy ogień zgasł zauważyłem tylko jak anioł bezwładnie
upada...jakby był już martwy, ale wtedy zauważyłem, że rana nie jest taka
rozległa. Wtedy uświadomiłem sobie, że potrafi się regenerować. By mieć pewność,
że skurwiel już nie wstanie podszedłem i kopnąłem go solidnie w głowę, nie
zdziwiłbym się gdyby odleciał. Mimo to anioł wciąż był żywy... oddychał.
-Co teraz?
Spytałem Kamilę jakby nigdy nic.
*Kamila*
Skierowałam miecz w stronę Anioła, na wypadek gdyby miał nas
zaatakować, ignorując Patricka. Miałam nadzieję, że nic mu nie jest. Ostatnie
czego chciałam to kolejnej śmierci.
-Nie zabijajmy go! Co jeżeli jest ich więcej? Może posłużyć
jako zakładnik albo dowiemy się czegoś!
-Ostatnie czego bym chciała to jego śmierci.
-Nie obchodzi mnie czego ty chcesz. Ja chce go przesłuchać...
Dalej trzymając miecz w pogotowiu, sprawdziłam aniołowi
puls. Był słaby, ale żył.
-Zadzwonię do Shinry, trzeba do opatrzeć.
-Pierw szaman, potem wampir a teraz anioł... Shinra
dostanie zawału.
Wyciągnęłam telefon i zaczęłam pisać wiadomość. Napisałam
dokładnie gdzie jesteśmy, opisałam sytuacje i poprosiłam o przyjazd.
-Ty mu nie powiedziałeś, że jesteś wampirem. Dopiero wczoraj
się upewnił, że tak jest.
-Ciekawe co go tak upewniło.
Spojrzałam na niego morderczym spojrzeniem, przykładając
końcówkę miecza do jego szyi.
-Mogłaś to zrobić przed zdjęciem klątwy, a nie teraz mi
grozisz.-Powiedział Patrick z szyderczym uśmiechem.
Kosztowało mnie wiele wysiłku powstrzymanie się od przebicia mu gardła.
Kosztowało mnie wiele wysiłku powstrzymanie się od przebicia mu gardła.
-Wcześniej nie próbowałeś wysysać mojej krwi.
-Raczej trucizny.
Nie odsunęłam miecza, dalej usilnie starając się zabić go
spojrzeniem.
-Gdyby nie ja, dawno byłabyś martwa.
-O czym ty do cholery mówisz?
-Wypiłem z ciebie truciznę.
-Następnym razem pozwól mi umrzeć.
Dalej byłam wściekła, ale opuściłam ostrze.
-Nie chciałoby mi się pilnować tego całego burdelu.
Zacisnęłam pięści, czując gwałtowny atak wściekłości.
-Masz może na myśli moje miasto?
Spojrzałam na niego morderczym spojrzeniem.
- Twoje?
Patrick wybuchł śmiechem.
-Miasto w którym żyję, które chronię i dla którego nie raz
ryzykowałam życie. Jakim prawem śmiesz nazywać je burdelem?
- Chociaż nie wiem jakbyś się starała i tak nie ochronisz
wszystkich.
-To naprawdę istotna informacja, ale nie dotyczy faktu, że
obrażasz moje miasto.
- Twoje? Jakby naprawdę było twoje mogłabyś je kontrolować.
Rozejrzyj się, ludzie z tobą czy też bez i tak prowadzą do samo destrukcji...
-Widzę, że nie zrozumiałeś. ,,Moje miasto" w sensie
miasto w którym żyję, nie to, które należy do mnie.
-Mniejsza o to, kiedy przyjedzie ten twój lekarz. Wolałbym
żeby był tu szybciej niż świadomość "anioła".
-Zaraz powinien być. Bardziej niż o Aniela, martwię się o
wszystkich ludzi tutaj.
W tej chwili w naszą stronę zaczął iść jakiś policjant.
Pewnie chciał sprawdzić o co tutaj chodzi, ale wcześniej wolał zostawić to mi.
-On nie może tego zobaczyć, zrób coś albo go zabiję...
Wyciągnęłam rękę w jego stronę, pokazując mu, żeby nie
podchodził. Zatrzymał się i grzecznie zmienił kierunek.
-Wow.
-Ludzie rozumieją, że niektóre sprawy lepiej zachować mi.
-Dziwię się, że cokolwiek rozumieją.
-Niby czemu?
-Nie chce mi się prawić wykładu na temat moich poglądów.
-Które pewnie głoszą, że ludzie to zwykli kretyni?
Patrick nie odpowiedział, najwidoczniej uznając, że dalsza
dyskusja nie ma sensu. Cały czas wpatrywał się na nieprzytomnego anioła. Po
chwili zza tłumu rozległ się pisk opon oraz głośny klakson. Przerażeni ludzie
szybko rozstąpili się, tworząc przejście dla dużego, czarnego samochodu z
przyciemnionymi szybami. Bez trudu przejechał przez taśmę postawioną przez
policjantów i szybko jechał w naszą stronę. Kilka metrów przed nami, samochód
gwałtownie zahamował, skręcając i pokonując końcowy dystans jadąc ślizgiem z
drzwiami skierowanymi w naszą stronę. Całkowicie zatrzymał się tuż przed nami.
Patrick wziął Aniela na ramię i umiejscowił go na tylnym siedzeniu samochodu a
następnie zajął miejsce obok niego. Gestem pokazałam policji, że wszystko jest
w porządku i usiadłam na przednim siedzeniu, koło Shinry, szybko zmierzył mnie
wzrokiem, szacując ilość ran. Ponieważ nic mi nie było, uśmiechnął się tylko
bez słowa.
-Zastanawiam się, kto był na tyle głupi, żeby dać ci prawo
jazdy.
Powiedziałam do niego. Patrick siedział w milczeniu.
-Być może nie jestem najrozsądniejszym kierowcą, ale
błyskawicznie przyjeżdżam na miejsce zbrodni.
-Radzę ci zapiąć pasy. Jazda z Shinrą jest bardziej
niebezpieczna niż obrona miasta.
Zwróciłam się do Patricka zapinając pas.
-Podczas jazdy ze mną jakoś nigdy nie wróciłaś cała we krwi.
-Pewnie gdyby mi się cokolwiek stało podczas jazdy z tobą,
byłabym całkowicie martwa. Patrick zapiął pas, zerkając na anioła. Potem się
odezwał.
- Radziłbym wam się pośpieszyć.
Samochód ruszył tak gwałtownie, że miałam wrażenie, że moje
ciało całkowicie wbija się w fotel. Nie zważając na tłum Shinra ruszył przed
siebie, dając znak klaksonem, żeby wszyscy się odsuneli. Mimo, że szyby były
całkowicie czarne od zewnątrz, wewnątrz były całkiem przejrzyste. Shinra jechał
co najmniej 90km na godzinę, w ogóle nie przejmując się znakami drogowymi,
innymi samochodami czy czerwonymi światłami. Po krótkiej, ale niebezpiecznej jeździe
dojechaliśmy na miejsce. Shinra zahamował gwałtownie, z piskiem opon wjeżdżając
do garażu. Z niego windą wjeżdżało się na piętra. Czując zawroty głowy,
wysiadłam z samochodu.
-Ja wezmę gościa, gdzie mam go zanieść?
Patrick wziął Aniela z powrotem na ramię, wywlekając go
wcześniej z samochodu.
-Poprowadzę.
Powiedział Shinra idąc w stronę windy. Zwyciężając chęć
zwymiotowania ruszyłam za nim.
-Ehh... Większych skrzydeł nie dało się mieć...
Powiedział Patrick, przytłoczony nieco ciężarem Aniela.
Shinra spojrzał na mnie z zaciekawieniem. Odpowiedziałam, nim zdążył zadać
pytanie.
-Tak, on jest aniołem.
Wjechaliśmy windą na 10 piętro i weszliśmy do mieszkania
Shinry.
-Możesz go położyć na stole.
Powiedział wskazując na stół operacyjny. Patrick wykonał
polecenie wpatrując się w wysłannika nieba.
-Trzeba go spacyfikować.
-Możesz go opatrzeć?
Zapytałam Shinre, ignorując wampira.
-Nie wiem. Nigdy nie opatrywałem anioła. Co mu się stało.
- Przebił wieżowiec na wylot i oberwał od nas... ale
zregeneruje się sam. Nie potrzebuje pomocy.
Powiedział Patrick. Zdziwiłam się nieco, bo nie wiedziałam,
że anioły mają zdolności regeneracyjne.
-Powinienem być w szoku, ale po spotkaniu ostatnio ciebie i
zobaczeniu anioła dzisiaj, chyba już nic mnie nie zdziwi.
- Mam nadzieję, że jak się obudzi odejdzie od myśli
zamordowania nas wszystkich...
Ponownie odezwał się Patrick. Wtedy zaczęłam się
zastanawiać...
-Właściwie, skoro jest aniołem, to czemu chce nas zabić?
- Właśnie chcę się tego dowiedzieć.
-Mam tylko nadzieję, że nie dojdzie do ponownej walki.
*Patrick*
-Ja również...
Tak oto zostało nam opiekować się kimś kto pragnie nas zabić
do czasu nim się zbudzi, a wtedy przyjdzie nam albo dowiedzieć się o co chodzi
albo... Nawet nie chce wiedzieć do czego jest zdolny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz