niedziela, 2 czerwca 2013

Część XVII- Sługa Boga


-Musicie umrzeć...

Odruchowo wyciągnęłam miecz, kierując go w stronę anioła.

*Jest tu za dużo ludzi. Muszę coś zrobić, żeby odciągnąć walkę jak najdalej od nich, inaczej komuś może stać się krzywda*

Patrick zaraz potem również sięgnął po swój oręż. Przybrał postawę obronną i czekał. Anioł stał ze spuszczoną głową i lekko uniósł rękę. Wokół niej powietrze zadrżało od bijącego gorąca. Wtem oślepił nas niesamowity blask. Przez chwilę dostrzegałam dwumetrowe, śnieżnobiałe ostrze. Anioł bez najmniejszego problemu trzymał broń w chudej ręce. Patrick zamarł bez ruchu. Zamknęłam oczy, nie mogąc znieść oślepiającego blasku. Zaczęłam żałować, że nie przeczytałam tej książki o aniołach. Może miałabym wtedy nikłą wiedzę, co się teraz dzieje. Wiedziałam, że przez oślepiające światło nie uda mi się nic zobaczyć, więc w razie starcia musiałam skupić się wyłącznie na słuchu. Usłyszawszy świst metalu, wyciągnęłam miecz przed siebie. Po chwili zderzył się on z innym ostrzem.

-Mag... wampir... wypełnia mnie ogromna odraza. - wyszeptał anioł

-Konkretnie to szaman, nie mag.

Powiedziałam dalej trzymając miecz. Światło nie raziło mnie już w oczy więc byłam w stanie widzieć. Patrick, znudzony najwidoczniej staniem z boku zaatakował anioła Artemisem. Jednak jego przeciwnik uniknął ciosu odchylając tylko głowę w tył. Zadał jednocześnie cios nogą wysyłając Patricka kilkanaście metrów dalej, nie przestając napierać na mój miecz. Wiedziałam, że bezsensowne rzucenie się na przeciwnika, w tym przypadku niewiele by dało. Czekałam więc na atak anioła.

-Zanim was zabiję musicie znać imię swojego oprawcy. Niech utkwi wam w głowie nim traficie do otchłani. Nazywam się Aniel, pochodzę z chóru Potęg.

-Gdzieś to już słyszałam. Mówisz zupełnie jak pewien wampir. Ale skoro chcesz poznać imię osoby, która ci pokona, możesz mi mówić Mroczna Gwiazda Nadziei. Moje prawdziwe imię porzuciłam w chwili założenia tej maski, więc niestety nie będzie ci dane go poznać.

-Bóg i tak je zna.

Mówiąc to Aniel naparł ostrzem tak jakby chciał zmiażdżyć mnie swoją siłą. Ścisnęłam mocniej rękojeść miecza. Musiałam wytrzymać nacisk. Gdybym spróbowała zrobić unik prawdopodobnie straciłabym co najmniej ramie. Musiałam jakoś się wycofać. Gdybym odsunęła się na bezpieczną odległość, mogłabym spokojnie go zaatakować z daleka. Nagle z ramienia anioła trysnęła krew. Gdy zszokowany obejrzał się zauważył kosę wbitą w jego ciało.

-Dopiero się rozkręcam Świętoszku.-Burknął Patrick

Aniel cofnął ostrze by wykonać cios w stronę wampira. Wtedy rozległ się krzyk Patricka.

-Teraz!

Zacisnęłam dłonie na rękojeści mojego miecza, unosząc go nad głowę. Przesłałam przez niego ogień i wykonałam cięcie w pionie wprost na anioła. Ściana ognia uderzyła wprost w niego.


*Patrick*

Gdy ogień zgasł zauważyłem tylko jak anioł bezwładnie upada...jakby był już martwy, ale wtedy zauważyłem, że rana nie jest taka rozległa. Wtedy uświadomiłem sobie, że potrafi się regenerować. By mieć pewność, że skurwiel już nie wstanie podszedłem i kopnąłem go solidnie w głowę, nie zdziwiłbym się gdyby odleciał. Mimo to anioł wciąż był żywy... oddychał.

-Co teraz?

Spytałem Kamilę jakby nigdy nic.


*Kamila*

Skierowałam miecz w stronę Anioła, na wypadek gdyby miał nas zaatakować, ignorując Patricka. Miałam nadzieję, że nic mu nie jest. Ostatnie czego chciałam to kolejnej śmierci.

-Nie zabijajmy go! Co jeżeli jest ich więcej? Może posłużyć jako zakładnik albo dowiemy się czegoś!

-Ostatnie czego bym chciała to jego śmierci.

-Nie obchodzi mnie czego ty chcesz. Ja chce go przesłuchać...

Dalej trzymając miecz w pogotowiu, sprawdziłam aniołowi puls. Był słaby, ale żył.

-Zadzwonię do Shinry, trzeba do opatrzeć.

-Pierw szaman, potem wampir a teraz anioł... Shinra dostanie zawału.

Wyciągnęłam telefon i zaczęłam pisać wiadomość. Napisałam dokładnie gdzie jesteśmy, opisałam sytuacje i poprosiłam o przyjazd.

-Ty mu nie powiedziałeś, że jesteś wampirem. Dopiero wczoraj się upewnił, że tak jest.

-Ciekawe co go tak upewniło.

Spojrzałam na niego morderczym spojrzeniem, przykładając końcówkę miecza do jego szyi.

-Mogłaś to zrobić przed zdjęciem klątwy, a nie teraz mi grozisz.-Powiedział Patrick z szyderczym uśmiechem. 

Kosztowało mnie wiele wysiłku powstrzymanie się od przebicia mu gardła.

-Wcześniej nie próbowałeś wysysać mojej krwi.

-Raczej trucizny.

Nie odsunęłam miecza, dalej usilnie starając się zabić go spojrzeniem.

-Gdyby nie ja, dawno byłabyś martwa.

-O czym ty do cholery mówisz?

-Wypiłem z ciebie truciznę.

-Następnym razem pozwól mi umrzeć.

Dalej byłam wściekła, ale opuściłam ostrze.

-Nie chciałoby mi się pilnować tego całego burdelu.

Zacisnęłam pięści, czując gwałtowny atak wściekłości.

-Masz może na myśli moje miasto?

Spojrzałam na niego morderczym spojrzeniem.

- Twoje?

Patrick wybuchł śmiechem.

-Miasto w którym żyję, które chronię i dla którego nie raz ryzykowałam życie. Jakim prawem śmiesz nazywać je burdelem?

- Chociaż nie wiem jakbyś się starała i tak nie ochronisz wszystkich.

-To naprawdę istotna informacja, ale nie dotyczy faktu, że obrażasz moje miasto.

- Twoje? Jakby naprawdę było twoje mogłabyś je kontrolować. Rozejrzyj się, ludzie z tobą czy też bez i tak prowadzą do samo destrukcji...

-Widzę, że nie zrozumiałeś. ,,Moje miasto" w sensie miasto w którym żyję, nie to, które należy do mnie.

-Mniejsza o to, kiedy przyjedzie ten twój lekarz. Wolałbym żeby był tu szybciej niż świadomość "anioła".

-Zaraz powinien być. Bardziej niż o Aniela, martwię się o wszystkich ludzi tutaj.

W tej chwili w naszą stronę zaczął iść jakiś policjant. Pewnie chciał sprawdzić o co tutaj chodzi, ale wcześniej wolał zostawić to mi.

-On nie może tego zobaczyć, zrób coś albo go zabiję...

Wyciągnęłam rękę w jego stronę, pokazując mu, żeby nie podchodził. Zatrzymał się i grzecznie zmienił kierunek.

-Wow.

-Ludzie rozumieją, że niektóre sprawy lepiej zachować mi.

-Dziwię się, że cokolwiek rozumieją.

-Niby czemu?

-Nie chce mi się prawić wykładu na temat moich poglądów.

-Które pewnie głoszą, że ludzie to zwykli kretyni?

Patrick nie odpowiedział, najwidoczniej uznając, że dalsza dyskusja nie ma sensu. Cały czas wpatrywał się na nieprzytomnego anioła. Po chwili zza tłumu rozległ się pisk opon oraz głośny klakson. Przerażeni ludzie szybko rozstąpili się, tworząc przejście dla dużego, czarnego samochodu z przyciemnionymi szybami. Bez trudu przejechał przez taśmę postawioną przez policjantów i szybko jechał w naszą stronę. Kilka metrów przed nami, samochód gwałtownie zahamował, skręcając i pokonując końcowy dystans jadąc ślizgiem z drzwiami skierowanymi w naszą stronę. Całkowicie zatrzymał się tuż przed nami. Patrick wziął Aniela na ramię i umiejscowił go na tylnym siedzeniu samochodu a następnie zajął miejsce obok niego. Gestem pokazałam policji, że wszystko jest w porządku i usiadłam na przednim siedzeniu, koło Shinry, szybko zmierzył mnie wzrokiem, szacując ilość ran. Ponieważ nic mi nie było, uśmiechnął się tylko bez słowa.

-Zastanawiam się, kto był na tyle głupi, żeby dać ci prawo jazdy.

Powiedziałam do niego. Patrick siedział w milczeniu.

-Być może nie jestem najrozsądniejszym kierowcą, ale błyskawicznie przyjeżdżam na miejsce zbrodni.

-Radzę ci zapiąć pasy. Jazda z Shinrą jest bardziej niebezpieczna niż obrona miasta.

Zwróciłam się do Patricka zapinając pas.

-Podczas jazdy ze mną jakoś nigdy nie wróciłaś cała we krwi.

-Pewnie gdyby mi się cokolwiek stało podczas jazdy z tobą, byłabym całkowicie martwa. Patrick zapiął pas, zerkając na anioła. Potem się odezwał.

- Radziłbym wam się pośpieszyć.

Samochód ruszył tak gwałtownie, że miałam wrażenie, że moje ciało całkowicie wbija się w fotel. Nie zważając na tłum Shinra ruszył przed siebie, dając znak klaksonem, żeby wszyscy się odsuneli. Mimo, że szyby były całkowicie czarne od zewnątrz, wewnątrz były całkiem przejrzyste. Shinra jechał co najmniej 90km na godzinę, w ogóle nie przejmując się znakami drogowymi, innymi samochodami czy czerwonymi światłami. Po krótkiej, ale niebezpiecznej jeździe dojechaliśmy na miejsce. Shinra zahamował gwałtownie, z piskiem opon wjeżdżając do garażu. Z niego windą wjeżdżało się na piętra. Czując zawroty głowy, wysiadłam z samochodu.

-Ja wezmę gościa, gdzie mam go zanieść?

Patrick wziął Aniela z powrotem na ramię, wywlekając go wcześniej z samochodu.

-Poprowadzę.

Powiedział Shinra idąc w stronę windy. Zwyciężając chęć zwymiotowania ruszyłam za nim.

-Ehh... Większych skrzydeł nie dało się mieć...

Powiedział Patrick, przytłoczony nieco ciężarem Aniela. Shinra spojrzał na mnie z zaciekawieniem. Odpowiedziałam, nim zdążył zadać pytanie.

-Tak, on jest aniołem.

Wjechaliśmy windą na 10 piętro i weszliśmy do mieszkania Shinry.

-Możesz go położyć na stole.

Powiedział wskazując na stół operacyjny. Patrick wykonał polecenie wpatrując się w wysłannika nieba.

-Trzeba go spacyfikować.

-Możesz go opatrzeć?

Zapytałam Shinre, ignorując wampira.

-Nie wiem. Nigdy nie opatrywałem anioła. Co mu się stało.

- Przebił wieżowiec na wylot i oberwał od nas... ale zregeneruje się sam. Nie potrzebuje pomocy.

Powiedział Patrick. Zdziwiłam się nieco, bo nie wiedziałam, że anioły mają zdolności regeneracyjne.

-Powinienem być w szoku, ale po spotkaniu ostatnio ciebie i zobaczeniu anioła dzisiaj, chyba już nic mnie nie zdziwi.

- Mam nadzieję, że jak się obudzi odejdzie od myśli zamordowania nas wszystkich...

Ponownie odezwał się Patrick. Wtedy zaczęłam się zastanawiać...

-Właściwie, skoro jest aniołem, to czemu chce nas zabić?

- Właśnie chcę się tego dowiedzieć.

-Mam tylko nadzieję, że nie dojdzie do ponownej walki.

*Patrick*

-Ja również...

Tak oto zostało nam opiekować się kimś kto pragnie nas zabić do czasu nim się zbudzi, a wtedy przyjdzie nam albo dowiedzieć się o co chodzi albo... Nawet nie chce wiedzieć do czego jest zdolny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz