Siedzieliśmy już kilka godzin, przyglądając się nieprzytomnemu aniołowi. Miałam nadzieję, że szybko się obudzi. Nie powinnam zostawiać tyle ludzi pod tym budynkiem, ale Aniel stanowił większe zagrożenie. W pewnym momencie Shinra wyszedł kupić coś do jedzenia. Średnio mi się widziało zostanie tylko z Patrickiem. Zwłaszcza po ostrej wymianie zdań, którą odbyliśmy kilka godzin temu.
*Patrick*
Wyciągnąłem kosę i podszedłem przystawić ją naszemu gościowi do gardła na wypadek gdyby okazał się sprytniejszy niż nam się wydaje. Nie zamierzałem czekać dłużej aż on z łaski swojej będzie mieć zamiar oprzytomnieć. Uderzyłem go kilka razy w twarz i widać było od razu, że już nie śpi.
-Witamy wśród żywych aniołku.
Uśmiechnąłem się szyderczo patrząc mu w oczy. To, że życie samego wysłannika niebios zależy ode mnie dawało mi ogromną satysfakcję. Czas przygotować się do przesłuchania.
-Teraz sobie pogadamy. Mroczna Gwiazdo Nadziei, a może również dołączysz się do konwersacji?
Wstała z kanapy i podeszła do mnie i Aniela. Miecz cały czas trzymała w pogotowiu. Nie odezwałam się, tylko kiwnęłam głową, że może zaczynać.
-No więc aniołku... powiesz mi na jaką cholerę tu jesteś!
-Nic wam nie powiem. - Wymamrotał anioł.
Uderzyłem go pięścią w twarz.
-Gadaj!
Anioł milczał patrząc się bez jakiejkolwiek oznaki, że się boi.
-Dlaczego zamierzałeś nas zabić? Dlaczego tu jesteś?! - Wrzeszczałem na anioła jak opętany. Miałem już dosyć całej tej sytuacji i czułem, że będę musiał go zabić więc przycisnąłem ostrze kosy mocniej, a z jego szyi powoli ciekła krew.
Śmieć... - ponownie wymamrotał po czym skierował swój wzrok na mnie stojącą obok.
-Może ty przemówisz mu do rozsądku?
*Kamila*
Podeszłam do Aniela. Nie wyciągnęłam miecza. Spojrzałam mu w oczy, nie wyrażając postawą ani mimiką twarzy żadnych uczuć.
-Dlaczego próbowałeś nas zabić? Co byś na tym zyskał?
-Ja nigdy na niczym nie zyskuje... nie to co wy.
-Więc po co?
-Nic wam nie powiem.
-Co masz na myśli, mówiąc, że coś zyskujemy? Jeżeli chodzi o moją pracę, robię to bezinteresownie.
Odpowiedziałam, wciąż pozbawiona jakichkolwiek emocji.
-Zyskujesz, mimo iż możesz tego nie chcieć. Czynicie "dobro" dla wyższych i podświadomych korzyści. W waszych umysłach zbiera się brud, którego nie da się wyczyścić. Ludzie i inne brudne stworzenia skaziły to wszystko, co ofiarował im Ojciec. To miasto jak i wiele innych miejsc, jest jedną wielką wylęgarnią pasożytów, morderców i innych paskudnych stworzeń. Twoje cele mogą się wydawać w prawdzie bardzo dobre ale z tobą czy też bez to wszystko w końcu upadnie. Wszyscy zmierzają do nieświadomej destrukcji samoistnienia... nieświadomej... dlatego On wam wybacza...
Ostatnie słowa anioł wymówił z wielkim trudem, a w jego głosie pojawił się żal. Spuścił wzrok i milczał.
-Wiem lepiej niż ktokolwiek inny jak okrutni i podli potrafią być ludzie. Większość rzeczywiście potrafi głównie niszczyć. Ale nie możesz wrzucać wszystkich do jednego worka i uważać, że każdy kto jest człowiekiem, jest zły.
-Dlatego tu przyszedłem...
-To znaczy?
-Nie chciano dać wam kolejnej szansy. Nie chciano wam wybaczyć mimo iż Stwórca wybaczyłby. Oni nie są tacy jak wy ich opisujecie... niektórzy wcale nie są lepsi...
-Mów po ludzku. Kto nie chce nam wybaczyć? Chyba nie ma osoby ważniejszej niż stwórca, prawda?
-Nie istnieje nikt potężniejszy od niego... ale od dawna nie rozmawiał z nami... przestaliśmy go słuchać...
-Więc kto wam wydaje rozkazy?
-Mi już nikt nie wydaje rozkazów... moi bracia są zaślepieni nienawiścią do innych od siebie... Ja muszę znaleźć coś co ich wszystkich przekona, coś co da szansę na lepszą przyszłość.
-I dlatego próbowałeś nas zabić?
-Źródłem całego zamieszania jest wampir...
W tej chwili cichą konwersacje przerwał krzyk Patricka.
-Jaki wampir?! Chyba nie masz na myśli mnie!
Oczywistym było, że nie rozumie, żeby to wszystko było przez niego, że to on sprowadził na to miasto nieszczęście. Nie wierzyłam, żeby to była prawda.
-Nie, to nie o ciebie głównie chodzi... głównie...
Widać było, że poczuł ulgę, po tym co powiedział anioł. Ponownie wtrąciłam się do rozmowy.
-Skoro chodzi o wampiry, a cała wina nie należy do Patricka to czemu chciałeś nas zabić?
-Chce wyeliminować każdego kto nie jest człowiekiem by mieć pewność...
-I twierdzisz, że ja nim nie jestem?
-Jeśli uważasz, że nim jesteś musisz się jeszcze raz dobrze przyjrzeć.
-Co masz na myśli?
Pierwszy raz od początku tej rozmowy, w moim głosie słychać było autentyczne zaciekawienie. odruchowo spojrzałam na siebie, jednak zaraz znowu wbiłam wzrok w Aniela.
-Nie zastanawiałaś się... skąd posiadasz swoje zdolności? Od urodzenia? A może nabyte w trakcie życia?
-Mam je o zawsze. Słyszę i widzę, też duchy, ale nie sądzę, żeby przestało mnie to czynić człowiekiem.
-Bynajmniej nie jesteś istotą ludzką w stu procentach ale...
Wtedy Patrick nagle przerwał wypowiedź Aniela.
-Do rzeczy! Powiedz o jakiego wampira ci chodzi! Wyjaw mi jego imię!
Aniel spojrzał w oczy Patricka po czym rzekł:
-Widzę w twoich oczach rozpacz... Straciłeś rodzinę... a także bliską choć daleką ci osobę... tak, to on ją zabił...
-Jak ty...
Patrick wyglądał na autentycznie zszokowanego. Samo spojrzenie w oczy ujawniło Anielowi, myśli wampira.
-Jak się nazywa ten wampir?
-Itatsuke. - Odparł anioł.
Patrick wyglądał jakby całkowicie stracił kontakt z rzeczywistością. Widząc, że skończyli rozmowę, wróciłam do tematu, który mnie nurtował.
-Skoro nie jestem człowiekiem, to niby kim?
-Czy to naprawdę takie ważne? - Wtrącił Patrick, otrząśnięty już z szoku.
-Dla mnie tak, więc się nie wtrącaj.
-Myślę, że jesteś człowiekiem w połowie, ponieważ w twojej duszy znajduje się jakże oddzielny od pierwiastka ludzkiego... pierwiastek żywiołu. Kto wie? Może sam Stwórca obdarzył cię tym? Jest jeszcze ktoś jeszcze kto mógłby to zrobić ale bardzo w to wątpię.
-Ktoś inny, znaczy kto?
Słowa anioła trochę mnie przeraziły, ale musiałam wiedzieć kim naprawdę jestem.
-Jad Boga... Samael. A może któryś z twoich rodziców również ma pozaludzkie zdolności?
Odpowiedź wydała mi się aż nazbyt oczywista, jednak musiałam się chwile zastanowić. Czy kiedykolwiek miałam postawy, żeby uważać, że mają nadludzkie zdolności? Nie... to było niemożliwe.
-Na pewno nie.
-Skąd taka pewność? Widzę, że wątpisz w to co mówisz. W takim razie po co w ogóle stwierdzać coś czego do końca nie jest się pewnym?
-Jestem pewna. Nie ma możliwości, żeby ktokolwiek z moich bliskich miał nadprzyrodzone zdolności.
-Może ukrywają to lepiej niż ty...
-Nie sądzę... wiedziałabym o tym. Wyczułabym, gdyby któreś władało jakąś mocą.
-Nie mam zamiaru rujnować twoich przekonań, każdy ma swoje i dba o nie jak o własną duszę.
-WRÓCIIIŁEEEM! Żyjecie jeszcze?
Dobiegł do nas głos Shinry, który wparował do mieszkania, otwierając z hukiem drzwi. W obu rękach trzymał siatki z jedzeniem. Wyglądał jakby sporo wypił przed przyjściem tutaj.
Na wejście Shinry do domu anioł odruchowo próbował wstać ale poczuł ból przy szyi i zorientował się, że nadal wampir ma go w potrzasku. Gdy Patrick zauważył reakcję Aniela ku jego zdziwieniu schował swoją broń. Aniel usiadł i spojrzał na lekarza.
-Ooo... obudziłeś się. Jak miło. Spodziewałem się, że ta dwójka się pokłóci i poszatkują wszystko na strzępy. Ale to dobrze, że żyjesz... powinniśmy to uczcić!
Powiedział Shinra i chwiejąc się na nogach wyjął kilka puszek z piwem z jednej z siatek.
-A masz może wino? - Spytał Patrick podchodząc do siatki z zakupami.
Anioł tylko lekko przechylił głowę na bok i zmrużył oczy. Uznał to chyba za kiepski żart.
-Chcecie uczcić to, że żyję? Przecież chciałem was zabić... - wycedził z trudem.
Byłam niemniej zszokowana niż Aniel. Usłyszałam kiedyś, że Shinra ma skłonność do alkoholu, ale zawsze jak przychodziłam był trzeźwy. Nie umiałabym wcześniej sobie wyobrazić go upitego. W dodatku Patrick wciągnął się w całą tą idiotyczną sytuacje, zapominając, że w pokoju jest osoba, która chciała mnie zabić.
-Jasne, że mam wino. Nie zawsze mam czas, żeby chodzić do sklepu, więc zwykle robię zakupy na dłuższa metę, a wino można trzymać tak długo jak się da i stanie się jeszcze lepsze.
Powiedział Shinra, wyjmując butelkę czerwonego wina z siatki i opierając się o framugę drzwi dla zachowania równowagi. Ja natomiast stałam otępiała, nie bardzo wiedząc jak się zachować. Wtedy usłyszałam jak coś trzyma mnie za ramie. Usłyszałam jednocześnie za sobą głos Aniela.
-Jak chcesz porozmawiać... zostawmy ich i pójdźmy w jakieś bardziej ustronne miejsce, spróbuje odpowiedzieć na każde twoje pytanie ale najpierw poprosiłbym o jakiś mniej skromny ubiór od tego co mam na sobie... Mroczna Gwiazdo Nadziei...
Widząc, że Patrick i Shinra są już zajęci i prawdopodobnie nie zwrócą na nas uwagi, kiwnęłam głową w stronę Aniela. Nie miałam za bardzo ochoty na szukanie ubrań, więc wzięłam pierwszą lepszą koszule Shinry i dałam ją aniołowi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz