*Patrick*
Kiedy wreszcie zauważyłem, że lekarz zasnął, przetarłem oczy i napiłem się szklanki wody. Zamierzałem dołączyć do konwersacji anioła z Kamilą a moim zdaniem Shinra by tylko przeszkadzał... Zanim zrobiłem pierwszy krok na schodach prowadzących na górę coś mną wstrząsnęło. Nie, to nie alkohol uderzający mi do głowy - wampira nie da się upić tylko brak zapachu anioła i ten błogi spokój oraz cisza. W mgnieniu oka znalazłem się na górze i wparowałem do pokoju, w którym przybywała Mroczna Gwiazda.
- Kamila! Nic ci nie jest?! Co się stało?! Gdzie anioł?!
Odwróciłam beznamiętne spojrzenie, do tej pory wbite w okno, w wampira.
- Nic mi nie jest. Wyszedł.
Powiedziałam całkowicie spokojnym głosem. Miałam okazję ochłonąć po rozmowie z Anielem i w tej chwili myśli zaprzątało mi głównie rozmyślanie nad tym, co mi powiedział.
- I tak po prostu go puściłaś?! Nic o nim nie wiemy!
- Rzeczywiście nic o nim nie wiemy, ale ja przynajmniej byłam w stanie trzeźwo ocenić całą sytuacje. Przypominam, że to ty się upiłeś i zostawiłeś mnie z nim... tak w ogóle... czemu nie jesteś pijany?
- Bo się nie upiłem? Wampiry nie są takie słabe jak wy.
- Powiedz mi jaką masz pewność, że nie zabija teraz ludzi? I tak przez niego zginęło kilkaset osób...
- Tobie najwyraźniej pierwszy lepszy z ulic może wcisnąć kity...
- Oczekiwałeś, że go zabiję? Gdybyś nie udawał zalanego w trupa, mógłbyś sam go zatrzymać.
- Uważałem, że Shinra by nam tylko przeszkadzał... aaaa, może chcesz mi powiedzieć, że sama nie dałabyś mu rady? - uśmiechnął się szyderczo.
- Już wystarczająco osób musiałam przez ciebie zabić. Nie miałam ochoty mieć na sumieniu kolejnej osoby.
Oparłam się plecami o ścianę, krzyżując ręce.
- W takim razie bohaterko siedź sobie tutaj z założonymi rękoma a tym razem ja pójdę odwalić czarną robotę!
Po tych słowach skierował krok w kierunku drzwi.
- Ooo.. to będzie jakaś nowość. Chociaż raz ja nie będę musiała wszystkim się zajmować.
Powiedziałam, ruszając za wampirem.
- Poza tym, jakby nie było też ponosisz za to odpowiedzialność.
Wyjął kosę i skierował ją w moją stronę.
- Tak więc skoro ja ponoszę odpowiedzialność, ja się tym zajmę. Odpocznij sobie, nadeszła moja kolej spłacić dług...
Wyjęłam miecz, odsuwając nim od siebie kosę Patricka.
- Nie ty będziesz mi mówił co mam robić. Poza tym, ochrona miasta to mój obowiązek. Jeżeli Aniel spróbuje zrobić komuś krzywdę, zajmę się nim.
- Ty go puściłaś więc to ty odpowiesz za każdą istotę którą ten psychol zabił.
Mówiąc to kierował się do wyjścia.
- Nie mamy pewności, czy komuś coś zrobi!
Ruszyłam za nim. Niby nie powinnam się nim przejmować, ale nie miał prawa twierdzić, że przeze mnie komukolwiek może się coś stać.
*Patrick*
Gdy wyszedłem na zewnątrz rozejrzałem się wokół próbując zlokalizować anioła. Niestety jego trop urwał się. Stałem jak wryty, nie wiedziałem dokąd mam zmierzać. Mroczna Gwiazda Nadziei wyszła za mną.
- Więc gdzie idziemy?
Zapytała beznamiętnie. Założę się, że wolałaby zostać, ale po tym, co powiedziałem zapewne uznała, że musi iść ze mną.
- Gdybym wiedział nie stałbym tutaj jak słup...
- Z tego co mówił, sądzę, że będzie próbował się pozbyć wszystkich tobie podobnych stworzeń. Nie sądzę, żeby chciał zrobić krzywdę ludziom, ale jak chcesz go szukać, radzę od tego zacząć.
- Tylko gdzie mogą znajdować się wampiry...
- Akurat to to ty powinieneś wiedzieć.
Nagle mnie oświeciło...
- Kanały pod miastem!
- Więc prowadź.
Rozejrzała się dookoła. Kiedy się upewniła, że nikogo nie ma w pobliżu założyła pelerynę i maskę.
- To twoje miasto, ja nie wiem gdzie są kanały.
- Tak się składa, że moim zadaniem jest chronić to, co znajduje się na powierzchni. Kanały nie wliczają się w skład mojej pracy.
- Czasem współczuje miastu - wyszeptałem. Tak więc chodźmy, po drodze może znajdziemy wejście.
- Co miałeś na myśli?
- A jak myślisz? Zresztą nie ma czasu na użeranie się... Zacząłem przyspieszać.
Oczy jej płonęły ze wściekłości, ale ruszyła za mną, bez słowa.
- Jak masz zamiar zejść do kanałów?
Zapytała po chwili.
- Przez to.
Pokazałem na właz, który znajdował się na środku chodnika.
- Świetnie... - Westchnęła ciężko, opuszczając głowę. - Zastanawiam się kiedy upadłam tak nisko, żeby łazić z wampirem po kanałach.
- Nikt nie każe ci wchodzić księżniczko.
- Nie przeginaj wampirze...
Zacisnęła ze złości pięści, cała płonąc.
- Nie ja jestem twoim wrogiem - po tych słowach wskoczyłem do kanału. Wtem zostałem znokautowany silną falą smrodu rozkładu i gówna.
- Czyżby zapach kanałów był dla ciebie za mocny?
Uśmiechnęła się, patrząc na moją minę, po czym sama wskoczyła do środka. Żeby znieść jakoś smród i nie zwymiotować, musiała oddychać przez materiał peleryny.
- Jak widać nie jest ci on obcy.
- Przypominam ci, że to członkowie twojej rasy dekują obecnie w kanałach.
- Prawdopodobnie. Nie jestem do końca pewny ich miejsca pobytu ale to miejsce przyszło mi pierwsze na myśl.
- Więc musiałeś mieć ku temu powód...
Itatsuke musiał zebrać armię krwiopijców więc gdzie miałby ich pomieścić jak nie tu? Nie wykluczone, że są tu też wampiry nocnej klasy.
- Nie możesz ich wyczuć, albo coś? Im mniej czasu tutaj spędzimy tym lepiej.
- Przez ten smród nic nie czuje... To kolejny powód dlaczego by mieli ukrywać się tutaj.
- To znakomicie... masz pojęcie, że te kanały ciągną się przez całe miasto? Szczerze wątpię, żeby się nam udało cokolwiek w nich znaleźć.
- Myślisz o tym samym co ja? - na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Spojrzała na mnie z niepewnością.
- Nie... nie mam bladego pojęcia o czym mówisz.
- Rozdzielmy się. Będziesz mnie tylko spowalniać...
- Ciekawe kto kogo będzie spowalniał. Poza tym, jakbyś nie zrozumiał, te kanały ciągną się przez całe miasto. To istny labirynt. Nawet jakbyśmy się rozdzielili i tak musielibyśmy przejść pół miasta, ciągle klucząc.
- W takim razie właź mi na plecy!
- Co?
- Rozdzielanie tylko ułatwi Itatsuke eliminacje kogoś z nas a ja jestem najszybszym wampirem. Właź.
- Nie dzięki... wolę już błądzić sama. Moja duma lepiej to zniesie.
- Zamknij się wreszcie tu nie chodzi o ciebie tylko o całe miasto. Właź bo cię zmuszę!
- Zbliż się do mnie a będę zmuszona cię spalić! Wolę już przebiec całe te kanały niż dać się tak ośmieszyć!
Pokręciłem oczami.
-Złap się mocno.
Złapałem Kamilę jak pan młody pannę młodą i zacząłem biec szybciej niż najlepszy maratończyk.
- Mówiłam, że masz się do mnie nie zbliżać! Jak chcesz to idź se sam, ale mnie postaw!
Milczałem, przyspieszając biegu.
- Jeżeli mnie w tej chwili nie postawisz, będę zmuszona cię zabić.
- Zamilcz wreszcie! Znalazłem trop...
- Tak jakby mnie to obchodziło! Postaw mnie w tej chwili!
Próbowałem ignorować czcze gadanie Kamili, jednak średnio mi to wychodziło. Wyczuwałem niebezpieczeństwo i nie myliłem się. W moją stronę leciało kilka noży. Zrobiłem unik lecz jeden trafił mnie w ramię. Z balastem na rękach było mi znacznie trudnej się poruszać tym bardziej w biegu. Zatrzymałem się i postawiłem Mroczną Gwiazdę na ziemi.
- Zadowolona? A teraz lepiej się przygotuj.
Wyciągnąłem tkwiący w ramieniu nóż, odrzuciłem go na bok i uzbroiłem się w Artemis. Kamila nie odpowiedziała, wyciągając swój miecz.
Zza zakrętu wyszły dwie dziewczyny ubrane w współczesne stroje. Obydwie miały czerwone oczy jednakże różniły się długością i kolorem włosów. Jedna miała blond ścięte krótko, a druga czarne do pasa. Blond dziewczyna do złudzenia przypominała zastępczynię Mrocznej Gwiazdy Nadziei. Zamarłem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz