wtorek, 22 maja 2012

Cześć II- cenna krew.

Następnego ranka wstałam koło 12, była sobota więc mogłam spać ile chce. Praca bohatera niestety była pracą na pełen etat
wstałam z łóżka i w piżmie powlokłam się do kuchni. Wzięłam miskę płatków i zaległam przed telewizorem włączyłam pierwszy kanał i natrafiłam akurat na wiadomości spiker w telewizji relacjonował coś stojąc przed szpitalem
-Tak, proszę państwa to naprawdę niesamowita. Pierwszy raz zdarza się że został okradziony szpital, i to bynajmniej nie z pieniędzy zostało skradzionych 40l krwi szpital w tym przypadku jest bezradny, nie mogą przeprowadzić operacji, możliwe że zgnie przez to sporo osób więcej wiadomości o 18
Drżącą ręką wyłączyłam telewizor w chwili kiedy kolejny spiker zaczął mówić o bohaterze którym oczywiście byłam ja. Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi. Wstałam z kanapy, podeszłam do drzwi i otworzyłam je na oścież spodziewając się mojej siostry wracającej z imprezy ale w drzwiach stał listonosz, który wręczył mi list. Kiwnęłam głową w podzięce i zamknęłam drzwi. Zaskoczyło mnie że w miejscu gdzie powinno znajdować się moje imię i nazwisko przeczytałam ,,Mroczna Gwiazda nadziei”. Całe szczęście listonosz się nie zorientował o co chodzi, albo uznał że to jakiś żart.  List był napisany czerwonym pismem, wolałam się nie zastanawiać czy to był atrament czy krew.

Witaj Gwiazdeczko
To sk
ąd mam twój adres to już inna historia, mam nadzieję że już oglądałaś wiadomości. Nie zrozum mnie źle przecież nikogo nie zabił
em.
Z wyrazami szacunku, Patryk
PS DO
ŁĄCZAM MÓJ ADRES

-Jak dorwę tego wampira to go zabije, Nie ważne czy wampiry są żywe czy nie. A miałam zamiar zrobić sobie dzisiaj wolne.
Poszłam do pokoju, przebrałam się w czarną bluzkę i spodnie po czym spakowałam do torby moją pelerynę i maskę,
miecz tak przyczepiłam do paska żeby nie można było go zobaczyć, wychodząc zostawiłam na drzwiach kartkę do siostry
,,wychodzę, będę później, klucze schowałam do komórki, kod znasz. Do zobaczenia’’ spojrzałam jeszcze raz na list. wampir mieszkał kilka godzin drogi autobusem od mojego domu, w najbardziej opustoszałej dziennicy jaką znałam.  Zastanowiłam się co robię dopiero siedząc w autobusie. wtedy jak go spotkałam miałam przewagę, znałam lepiej miasto, władałam ogniem. Mogłabym go przytrzymać aż do wschodu słońca. ale w jego domu nie będę miała żadnych szans jeżeli dojdzie do walki. prawdopodobnie nie pada tam żadne światło. A może nawet ma tam jakie pułapki na osoby takie jak ja? starałam się uspokoić walące serce. Jestem przecież bohaterem, moim obowiązkiem jest się tam udać, w najgorszym wypadku ucieknę a dorwę go jak przyjdzie do miasta. Chciałam przestać o tym myśleć. Prawdopodobne nie zaprosił mnie na kolacje tylko rozmowę. Kolejne kilka godzin jazdy starałam się nie myśleć o tym o się może stać. Kiedy autobus dotarł na ostatni przystanek tylko ja jeszcze nie wysiadłam, nikt nie jeździł w te okolice i cudem jeszcze kursowały tam autobusy. Wysiadłam, nie zwracając uwagi na zdziwione spojrzenie kierowcy. Stał tam stary dom, wyglądał jak opuszczony 16 wieczny zamek., otaczały go bramy jak z wejścia na cmentarz. Na posiadłości rosły stare drzewa,  nie było tam    żadnej roślinności i wszystkie okna były pozasłaniane a tu nad ziemią unosiła się biała mgła. Zapowiadało się na burze.
Kiedy byłam pewna że autobus już odjechał wyjęłam z torby i założyłam pelerynę i maskę, wyjęłam też miecz żeby mieć do niego łatwy dostęp w razie walki. Podeszłam pod żelazną bramę, była otwarta. przeszedł mnie dreszcz.  Mieszkanie idealnie pasowało do wampira.  podeszłam do drzwi, była do nich przyczepiona kołatka w kształcie demona. Głuchy stukot przeszedł echem po posiadłości. Drzwi z przeraźliwym trzeszczeniem same się otworzyły, a przed nimi nikogo nie było. Weszłam niepewnym krokiem do domu. Za mną z głośnym hukiem drwi same się zamknęły. Poczułam czyjś oddech za plecami i usłyszałam znany mi już głos.
-Dzień dobry.
Odwróciłam się szybko i cofnęłam kilka kroków w tył, odruchowo wyciągnęłam miecz i skierowałam jego koniec w wampira.
Stał tam Patrik ubrany jak zwykle i w ręku trzymał kieliszek z czerwonym płynem.
-Witaj w moich skromnych progach.
*nie mogę teraz spanikować, uspokój się*
-Nie wyjeżdżaj mi tu teraz z powitaniami! Co to ma być?! Okradanie szptiali?!
-Obiecałem że nikogo nie zabije
-Zabijasz! Nie bezpośrednio ale ludzie przez ciebie tracą życie!
-Może przejdziemy do salonu? Nie chciałbym z tobą gadać na korytarzu.
Mimo że dalej miałam ochotę udusić tego wampira schowałam miecz i poszłam za nim, po wejściu na schody poszedł do dużego pokoju. Usiadł na fotelu popijając czarny płyn w kieliszku. Jego spokój mnie strasznie wkurzał.
-Wyjaśnisz mi to w końcu czy nie?!
-Nikogo nie okradłem. A to, to wino.
Powiedział pokazując kieliszek.
-mógłbyś łaskawie się nie zachowywać tak spokojnie! Okradłeś szpital!!!!
-Spokojnie.
-Jak mam być spokojna?!
-To nie ja okradłem szpital
-Odbierasz życia ludziom których ja... jak to nie ty?
-Po prostu
-to nie wiem. Masz zapewne kogoś kto to zrobił dla ciebie tak?
-Usiądź proszę, rozgość się. Jestem głodny i osłabiony. Jak tak dalej pójdzie to umrę.
-Kto okradł szpital?
Powiedziałam nie zważając na jego słowa.
-Mam podejrzenia.
-że niby kto jak nie ty?
-Inny wampir to oczywiste
-są jeszcze jakieś wampiry poza tobą?
Jest nas dużo. I są dwie klasy. Nocna - silniejsza i Dzienna – słabsza. Ja należę do tej pierwszej, jestem głową tej klasy.
-I kazałeś mi tu przyjechać po to żeby mi to powiedzieć?
-Nie. Irytuje mnie ten który okradł szpital
-Więc?
-Z moją wiedzą i twoją mocą możemy go pokonać. Co ty na to?
-Mam pracować z wampirem?
-Dlaczego nie?
*cholera, obawiam się że ma racje*
Ach, gdzie moje maniery, napijesz się czegoś?
-Nie pije alkocholu.
-Dobrze, nie mam raczej nic innego
Jego uprzejmość i to jak starał się odgrywać dobrego gospodarza jeszcze bardziej mnie wkurzało.
-Pomożesz mi zdjąć klątwę.
-Ostatnio wspominałeś coś o klątwie, o co chodzi?
Kiedyś jeden z moich przodków naraził się pewnemu nekromancie i ten rzucił na niego klątwę i na całą nasza rodzinę. Teraz jesteśmy skazani pić krew tylko ludzi i tylko tak możemy zahamować głód.
-Mhmm… a jak niby miałabym ci pomóc?
-To w między czasie. Pierw zajmijmy się wampirem
- chyba nie mam wyboru. co o nim wiesz?
Cieszę się (uśmiechnął się sympatycznie). Nazywa się Itatsuke Kotetsu i jest głową klasy dziennej. czyli ma nade mną przewagę. W przeciwieństwie do mnie może walczyć w nocy i w dzień. Ale ty możesz go zabić.
-Ech... gdzie go znajdę?
-O to się nie martw, ja go tu sprowadzę.
-czyli rozumiem że walka będzie w nocy?
-Niestety nie.
-to jak go tu sprowadzisz w dzień?
Klasę dzienna można prowadzić za pomocą zaklęcia które działa w południe. Będę się musiał trochę zranić.
-skoro sprowadzisz go tutaj to chyba będziesz mógł z nim walczyć w domu?
-Jak go sprowadzę będę słaby. I muszę go przyzwać na dworze.
-czyli wszystko na mojej głowie. Przynajmniej nie będziesz się plątał pod nogami. Pracowanie solo to coś co mi wychodzi najlepiej.
-To się cieszę (znów sympatyczny uśmiech)
Spojrzałam na niego zabójczym spojrzeniem.
-Co tak na mnie patrzysz?
-Nie lubię ludzi którzy zbyt często się uśmiechają, zwłaszcza podczas rozmowy ze mną.
-Nie lubisz gdy jestem miły?
nie przywykłam do ludzi którzy są dla mnie mili
odwróciłam wzrok w stronę ściany. Dla większości ludzi byłam nikim. Co prawda mroczna gwiazda nadziei była uwielbiana przez ludzi, ale kiedy zdejmowała maskę, kiedy stawała się Kamilą. Była nikim.
To zacznij. (znów uśmiech) Jestem ciekawy jaką piękność kryje się za tą maską.
Ponownie spojrzałam na niego zabójczym spojrzeniem i wychodząc z pokoju dodałam.
-Przyjadę jutro w południe.
-Już dobrze już dobrze.
Powiedział z zakłopotanym wyrazem twarzy.
*ten koleś mnie cholernie wkurza*
-Może zostałabyś na noc? Będziesz jechała w burzę?
-Tak będę. Rodzina się  będzie zastanawiać gdzie zniknęłam na cały dzień. Poza tym miasto mnie potrzebuje.
-Dobrze. Bezpiecznej drogi życzę.
Powiedział odprowadzając mnie do drzwi. Kiedy minęłam bramę, odwróciłam się. Patrik stał pry oknie. Krzyknęłam w jego stronę.
-Zapamiętaj sobię jedno! Jedyne czego nienawidzę bardziej od ludzi takich jak ty jest to kiedy traktują mnie jak dziewczynę!
Po czym odwróciłam się i szybkim krokiem ruszyłam na przystanek .
                               *
Patrick patrzył jak Gwiazda odchodzi w strugach deszczu, w duchu mówił sobie.
* ja uwielbiam takich jak ty, nieprzewidywalnych*

1 komentarz: